Przewodnik po normie IEC 62619
Wymagania bezpieczeństwa dla baterii litowo-jonowych w przemyśle


Żyjemy w epoce transformacji energetycznej, w której globalne zapotrzebowanie na energię elektryczną rośnie w niespotykanym dotąd tempie. Wraz z dynamicznym rozwojem odnawialnych źródeł energii, takich jak farmy wiatrowe i fotowoltaiczne, pojawił się fundamentalny problem z bilansowaniem sieci wynikający z niestabilności tych źródeł.
Doskonałym i wciąż bardzo świeżym dowodem na to, jak krucha potrafi być współczesna infrastruktura, jest potężny blackout na Półwyspie Iberyjskim z kwietnia zeszłego roku (2025 r.). Kaskadowe odłączanie się zaledwie kilku gigawatów mocy i wahania napięcia w sieci doprowadziły do całkowitego zapadnięcia się systemu, pozbawiając prądu dziesiątki milionów mieszkańców Hiszpanii i Portugalii na wiele godzin. Sparaliżowany transport, szpitale pracujące na agregatach, odcięta telekomunikacja, to wydarzenie dobitnie udowodniło, że bezpieczeństwo energetyczne nie jest tylko pustym politycznym hasłem.
Odpowiedzią na tę niestabilność i gwarantem bezpieczeństwa sieci stały się Wielkoskalowe Magazyny Energii (ESS - Energy Storage Systems).
Dziś magazyny energii przestały być innowacją, a stały się absolutnie kluczową infrastrukturą krytyczną. Zapewniają ciągłość dostaw prądu, błyskawicznie stabilizują częstotliwość w sieci i ratują systemy przed zapaścią w ułamkach sekund. Rynek ten rośnie lawinowo, a za produkcję potężnych, bateryjnych systemów magazynowania odpowiadają dziś giganci technologiczni, tacy jak CATL, BYD, Tesla z systemami Megapack, Sungrow, LG Energy Solution czy Fluence. Skala instalacji dawno przestała być liczona w megawatogodzinach, dziś to wolumeny idące w dziesiątki gigawatogodzin.
Czym jest norma IEC 62619?
W obliczu tak ogromnej skali wdrożeń, konieczne stało się ujednolicenie i drastyczne zaostrzenie standardów bezpieczeństwa. Tu na scenę wkracza norma IEC 62619.
Mówiąc najprościej, jest to międzynarodowy standard określający rygorystyczne wymagania i procedury testowe dla akumulatorów litowych (zarówno pojedynczych ogniw, jak i całych systemów bateryjnych) przeznaczonych do zastosowań przemysłowych. Certyfikacja według tej normy stanowi rynkową przepustkę i twardy dowód na to, że dana bateria lub magazyn energii zostały zaprojektowane tak, aby minimalizować ryzyko awarii nawet w skrajnie wymagających warunkach.
Dlaczego w kwestii bezpieczeństwa nie ma drogi na skróty?
Baterie litowo-jonowe charakteryzują się potężną gęstością energii. W produkcji i certyfikacji urządzeń infrastruktury krytycznej nie ma przestrzeni na kompromisy finansowe czy technologiczne drogi na skróty. Dopuszczenie na rynek urządzeń niespełniających rygorystycznych wymogów niesie za sobą katastrofalne w skutkach zagrożenia.
Zjawisko ucieczki termicznej Thermal Runaway: To najczarniejszy scenariusz awarii. Zwarcie w jednym, wadliwym ogniwie prowadzi do gwałtownego, niekontrolowanego wzrostu temperatury, pożaru i reakcji łańcuchowej-propagacji, która błyskawicznie obejmuje kolejne moduły.
Skala pożarów i zniszczeń: Wszyscy pamiętamy głośne pożary na statkach transportowych, takich jak Fremantle Highway czy Felicity Ace, na których zapaliły się samochody elektryczne. Ogień, napędzany płonącymi bateriami litowo-jonowymi, był praktycznie niemożliwy do ugaszenia przez wiele dni, niszcząc tysiące pojazdów i generując straty rzędu setek milionów dolarów. A teraz wyobraźmy sobie magazyn energii. Pojedynczy kontener ESS to gęsto upakowana równowartość pojemności bateryjnej kilkudziesięciu samochodów elektrycznych. Gdy dochodzi do pożaru wielkoskalowego magazynu, jak miało to miejsce np. w obiekcie Victoria Big Battery w Australii (gdzie spłonął trzynastotonowy moduł) czy w obiektach w Kalifornii i Korei Południowej, to skala zniszczenia jest wręcz apokaliptyczna. Z żywiołem walczą dziesiątki zastępów straży pożarnej, a gaszenie lub częściej: kontrolowane wypalanie trwa wiele dni.
Emisja wysoce toksycznych gazów: Spalaniu tysięcy ogniw litowo-jonowych towarzyszy uwalnianie potężnych ilości śmiertelnie niebezpiecznych substancji chemicznych (w tym rakotwórczych i żrących, jak fluorowodór), co wymusza ewakuację okolicznych mieszkańców i stanowi ogromne zagrożenie dla środowiska na lata.
To właśnie z tych powodów norma IEC 62619 jest tak restrykcyjna. Wymusza ona projektowanie systemów w taki sposób, aby ewentualny zapłon jednego ogniwa nie miał prawa rozprzestrzenić się na cały kontener (testy propagacji). Wypuszczenie na rynek ESS bez tych zabezpieczeń to dosłownie tykająca bomba podłożona pod naszą infrastrukturę.
Dla jakich sektorów i produktów norma IEC 62619 jest wymagana?
Choć w tytule normy IEC 62619 widnieje sformułowanie "zastosowania przemysłowe", w rzeczywistości obejmuje ona urządzenia, z których efektów pracy korzystamy na co dzień. Zakres tej normy dzieli się na dwie główne kategorie: aplikacje stacjonarne oraz aplikacje mobilne (trakcyjne).
Aplikacje stacjonarne – cisi strażnicy naszej codzienności
W tej grupie znajdują się systemy, które z założenia po zainstalowaniu nie zmieniają swojego położenia. Odpowiadają one za ciągłość pracy naszej infrastruktury:
Magazyny energii ESS Energy Storage Systems: To nie tylko gigantyczne, wielokontenerowe instalacje przy farmach wiatrowych, o których wspominaliśmy wcześniej. To również przydomowe magazyny energii, które miliony ludzi montuje w swoich garażach, aby magazynować prąd z paneli fotowoltaicznych. Bateria wielkości lodówki w Twoim domu musi spełniać te same rygorystyczne normy przeciwpożarowe, co potężne instalacje sieciowe.
Zasilacze awaryjne UPS dużej mocy: Zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego w przypadku nagłej awarii zasilania na całym osiedlu systemy w szpitalach pracują bez przerw, a Ty nadal możesz wypłacić gotówkę z bankomatu lub zapłacić kartą, bo serwery bankowe działają? To zasługa potężnych, litowo-jonowych systemów UPS.
Infrastruktura telekomunikacyjna: Kiedy brakuje prądu, Twój smartfon wciąż ma zasięg. Dzieje się tak dlatego, że każda stacja bazowa telefonii komórkowej (BTS) jest wyposażona w awaryjne systemy bateryjne, które muszą niezawodnie i bezpiecznie pracować w trudnych warunkach pogodowych na zewnątrz.
Aplikacje mobilne (trakcyjne) – napęd nowoczesnej gospodarki
W przeciwieństwie do pojazdów osobowych, do tej kategorii trafiają potężne maszyny pracujące w cyklach ciągłych, w fabrykach, magazynach czy w transporcie publicznym:
Zautomatyzowane pojazdy sterowane (AGV) i robotyka magazynowa: Kiedy zamawiasz paczkę, która dociera do Ciebie na drugi dzień, jest duża szansa, że w nowoczesnym centrum logistycznym (np. Amazon czy InPost) skompletowały ją autonomiczne roboty i wózki AGV zasilane litowo-jonowymi bateriami przemysłowymi.
Wózki widłowe i maszyny transportowe: Elektryczne "widlaki", które widzisz w każdym dużym markecie budowlanym jak Castorama czy Leroy Merlin, w ostatnich latach masowo przechodzą z ciężkich baterii kwasowo-ołowiowych na wydajne, litowo-jonowe pakiety certyfikowane właśnie według IEC 62619.
Transport publiczny i ciężki (Kolej i Marine): Elektryczne promy pasażerskie, pociągi z napędem hybrydowym, a nawet nowoczesne tramwaje wykorzystujące baterie do przejazdów bez trakcji napowietrznej w centrach historycznych miast.
Czego norma IEC 62619 absolutnie NIE dotyczy?
Aby uniknąć rynkowego zamieszania w procesie certyfikacji, norma ta stawia bardzo jasną granicę. IEC 62619 nie ma zastosowania dla:
Pojazdów drogowych (EV – Electric Vehicles): Twoja Tesla, elektryczny Nissan Leaf, a nawet elektryczny autobus miejski podlegają zupełnie innym regulacjom i normom motoryzacyjnym (np. serii ISO 12405, UN ECE R100).
Elektroniki użytkowej i przenośnej: Smartfony, laptopy, powerbanki, aparaty fotograficzne czy elektronarzędzia nie są aplikacjami przemysłowymi. Dla nich kluczowa jest inna, "lżejsza" norma: IEC 62133.
Lekkiej elektromobilności prywatnej: Hulajnogi elektryczne oraz rowery elektryczne również mają swoje własne, dedykowane standardy oceny bezpieczeństwa i nie są rozpatrywane w ramach IEC 62619.
Tradycyjnych akumulatorów rozruchowych: Baterie 12V służące wyłącznie do rozruchu silników spalinowych (nawet jeśli są wykonane w technologii litowo-jonowej).
Zakres badań w ramach IEC 62619.
Aby wyobrazić sobie, jakim testom poddawane są urządzenia w ramach normy IEC 62619, posłużmy się przykładem z naszej codzienności: przydomowym magazynem energii o pojemności np. 10 kWh, który wisi na ścianie w Twoim garażu i współpracuje z panelami fotowoltaicznymi.
Norma dzieli badania na dwa rygorystyczne etapy. Testy na poziomie pojedynczego ogniwa, z których zbudowany jest magazyn, oraz testy całego systemu bateryjnego, czyli gotowego urządzenia wraz z elektroniką sterującą BMS.
Oto przed jakimi zagrożeniami te testy mają uchronić Ciebie i Twój dom:
Etap 1: Badania na poziomie pojedynczego ogniwa
Zanim producent złoży duży magazyn energii, certyfikowana jednostka badawcza bierze na warsztat pojedyncze "paluszki" (ogniwa cylindryczne) lub pryzmatyczne, z których urządzenie będzie zbudowane.
Zewnętrzne zwarcie (External short circuit):
Na czym polega badanie: Biegun dodatni i ujemny ogniwa są łączone ze sobą praktycznie bez żadnego oporu, co wymusza natychmiastowy przepływ gigantycznego prądu.
Cel badania: Sprawdzenie, czy ogniwo posiada odpowiednie wewnętrzne bezpieczniki i nie eksploduje w ułamku sekundy.
Przykład z życia: Wyobraź sobie, że podczas remontu w garażu dochodzi do poważnego zwarcia na kablach prowadzących do magazynu, albo przewody zostają przegryzione przez gryzonia. Bateria musi przetrwać to zwarcie bez wywołania pożaru.
Uderzenie mechaniczne i upadek (Impact / Drop test):
Na czym polega badanie: Na ogniwo zrzucany jest ciężki stalowy obciążnik lub samo ogniwo zrzucane jest z określonej wysokości na betonową podłogę.
Cel badania: Weryfikacja odporności mechanicznej obudowy ogniwa i sprawdzenie, czy odkształcenie nie spowoduje wewnętrznego zwarcia.
Przykład z życia: Ktoś niechcący uderza ciężkim narzędziem (np. młotkiem lub rurą) w obudowę magazynu, lub urządzenie ulega wstrząsom podczas transportu do Twojego domu.
Odporność termiczna (Thermal abuse test):
Na czym polega badanie: Ogniwo umieszcza się w komorze termicznej i drastycznie podgrzewa (zwykle do 130°C) przez określony czas.
Cel badania: Weryfikacja stabilności chemicznej elektrolitu w ekstremalnie wysokich temperaturach.
Przykład z życia: W garażu wybucha pożar z innego źródła (np. zapala się instalacja w samochodzie). Ogniwa w magazynie energii nie mogą pod wpływem temperatury z zewnątrz same wybuchnąć i dolać przysłowiowej "oliwy do ognia".
Przeładowanie i wymuszone rozładowanie (Overcharge / Forced discharge):
Na czym polega badanie: Laboratoryjne "pompowanie" w ogniwo prądu znacznie przekraczającego jego specyfikację napięciową, lub wysysanie z niego energii poniżej bezpiecznego poziomu.
Cel badania: Sprawdzenie tolerancji chemicznej ogniwa na błędy ładowania.
Przykład z życia: Awaria falownika (inwertera) fotowoltaicznego, który "wariuje" w słoneczny dzień i próbuje wpompować w baterię dwukrotnie wyższe napięcie, niż powinien.
Etap 2: Badania na poziomie systemu bateryjnego i układu BMS
Gdy pojedyncze ogniwa zdadzą testy, bada się kompletny system, czyli ogniwa połączone w moduły, zintegrowane z inteligentnym mózgiem baterii, czyli BMS’em baterii. To właśnie niezawodność elektroniki i oprogramowania jest sercem normy IEC 62619.
Ochrona przed przeładowaniem i przegrzaniem (Overcharge / Overheating control przez BMS):
Na czym polega badanie: Laboratorium celowo symuluje awarię zewnętrznej ładowarki/falownika, podając zbyt duży prąd lub wprowadzając system w stan przegrzania.
Cel badania: Weryfikacja, czy BMS wykryje anomalię i bezbłędnie, automatycznie odetnie fizycznie obwód (np. poprzez styczniki), zanim dojdzie do uszkodzenia ogniw.
Przykład z życia: W środku upalnego lata, gdy garaż nagrzewa się do ekstremalnych temperatur, a instalacja PV pracuje pełną mocą, system BMS magazynu musi zainterweniować. Jeśli temperatura baterii wzrośnie niebezpiecznie wysoko, BMS ma za zadanie zatrzymać ładowanie i uchronić urządzenie przed samozapłonem.
Test propagacji, czyli odporność na rozprzestrzenianie się ucieczki termicznej (Propagation Test / Thermal Runaway):
Na czym polega badanie: To najważniejszy, najbardziej widowiskowy i najtrudniejszy test w normie IEC 62619. Inżynierowie celowo, za pomocą wbudowanej grzałki lub przebicia gwoździem, doprowadzają do pożaru jednego, wybranego ogniwa w samym środku gotowego modułu bateryjnego.
Cel badania: Obserwacja, co stanie się dalej. Norma wymaga, aby konstrukcja modułu, przegrody termiczne i materiały izolacyjne powstrzymały reakcję łańcuchową. Ogień z jednego ogniwa nie ma prawa przenieść się na sąsiednie i zniszczyć całego systemu, a na zewnątrz obudowy nie mogą wydostać się niebezpieczne płomienie zagrażające otoczeniu.
Przykład z życia: Wyobraźmy sobie najgorszy scenariusz: z powodu ukrytej wady fabrycznej jeden "paluszek" w Twoim 10-kilowatowym magazynie w garażu ulega samozapłonowi. Bez normy IEC 62619 spłonąłby magazyn, garaż i prawdopodobnie cały dom. Dzięki wymogom tej normy, uszkodzeniu ulega tylko to jedno ogniwo (lub mały moduł) wewnątrz metalowej obudowy, a inteligentna konstrukcja izoluje problem, dając Tobie i straży pożarnej czas na bezpieczną reakcję.
Co odróżnia IEC 62619 od innych norm?
Aby zrozumieć, co tak naprawdę czyni normę IEC 62619 wyjątkową na tle innych, lżejszych standardów (jak np. IEC 62133 dla elektroniki użytkowej), posłużmy się nowym przykładem.
Wyobraź sobie potężne, zautomatyzowane centrum logistyczne (np. sortownię dużej firmy kurierskiej). Pomiędzy regałami, tuż obok pracujących ludzi, z dużą prędkością poruszają się autonomiczne wózki transportowe (AGV). Każdy z nich dźwiga setki kilogramów towaru i jest zasilany potężną, ważącą kilkadziesiąt kilogramów baterią litowo-jonową.
Co sprawia, że ta bateria różni się od powiększonego akumulatora ze smartfona? Norma IEC 62619 nie traktuje baterii przemysłowej jak zwykłego "zbiornika na prąd". Wymaga ona, by bateria była systemem świadomym i odpornym na błędy, co weryfikuje poprzez trzy unikalne filary:
1. Skupienie na mózgu, czyli Systemie Zarządzania Baterią (BMS)
W normach dla drobnej elektroniki nacisk kładzie się głównie na to, by same ogniwa były w miarę bezpieczne. IEC 62619 przenosi ten ciężar na bezpieczeństwo funkcjonalne. Bateria przemysłowa musi posiadać niezawodny "mózg", układ BMS (Battery Management System).
Norma ta rygorystycznie testuje nie tylko sprzęt, ale i oprogramowanie oraz algorytmy sterujące baterią.
Przykład z magazynu: Wózek AGV podjeżdża do stacji ładowania. Nagle stacja ulega awarii i zaczyna podawać wózkowi prąd o ogromnym, niszczącym napięciu. W zwykłym urządzeniu ogniwa szybko by się przegrzały i zapaliły. Zgodnie z wytycznymi IEC 62619, oprogramowanie BMS musi w ułamku sekundy rozpoznać zagrożenie i fizycznie, za pomocą wbudowanych styczników, odciąć baterię od ładowarki, zapobiegając katastrofie, zanim w ogóle dotknie ona samych ogniw.
2. Analiza ryzyka i przewidywanie przyszłości (System Design)
Kolejną ogromną różnicą jest to, że certyfikacja według IEC 62619 zaczyna się na długo przed zbudowaniem pierwszego prototypu, już na deskach kreślarskich inżynierów. Producent musi dostarczyć jednostce certyfikującej kompleksową Analizę Ryzyka (np. dokumentację FMEA).
Przykład z magazynu: Inżynier projektujący baterię do wózka AGV musi udowodnić, że przewidział, co się stanie, jeśli np. od wibracji podczas jazdy po nierównej posadzce odłączy się jeden z kabelków mierzących temperaturę. Czy system to zignoruje i doprowadzi do pożaru? A może BMS wykryje brak sygnału z czujnika, zablokuje wózek i wyśle alert do operatora? Norma wymusza udokumentowanie, że system w przypadku każdej drobnej awarii przejdzie w tzw. stan bezpieczny (fail-safe).
3. Test propagacji jako absolutny wymóg ostateczny
Choć wspominaliśmy o tym w poprzednim punkcie, w kontekście różnic między normami jest to kwestia kluczowa. Żadna "zwykła" norma konsumencka nie wymaga tak rygorystycznego powstrzymywania ucieczki termicznej.
Przykład z magazynu: W wózku AGV pracującym na hali pełnej kartonów dochodzi do najgorszego, jedno ogniwo zapala się na skutek ukrytej wady fabrycznej. Bateria z certyfikatem IEC 62133 (jak w hulajnogach) mogłaby wybuchnąć w całości, paląc wózek i całą halę. Bateria z certyfikatem IEC 62619 musi być tak skonstruowana mechanicznie (przegrody z aerożelu, zawory dekompresyjne, kierunkowe odwadnianie gazów), że spalenie tego jednego ogniwa nie wywoła zapłonu sąsiednich. Wózek może zostać uszkodzony, ale nie stanie się miotaczem ognia zagrażającym pracownikom i infrastrukturze.
Czy normę IEC 62619 można zastąpić innymi certyfikatami?
Jednym z najczęstszych pytań zadawanych przez producentów i importerów jest: "Skoro moja bateria ma już certyfikat X, czy muszę robić dodatkowo badania na zgodność z IEC 62619?".
Krótka odpowiedź brzmi: Zazwyczaj nie można jej zastąpić. Świat norm bezpieczeństwa jest bardzo precyzyjny. Każda norma została stworzona w ściśle określonym celu, dla innej grupy produktów lub na inny rynek geograficzny. Próba zastosowania certyfikatu z elektroniki użytkowej do wielkoskalowego magazynu energii to prosta droga do zablokowania produktu przez nadzór rynku lub odmowy wypłaty odszkodowania przez ubezpieczyciela w razie pożaru.
Aby ułatwić poruszanie się w gąszczu przepisów, przygotowaliśmy przejrzyste zestawienie najważniejszych standardów na rynku bateryjnym:
Tabela: Porównanie norm bateryjnych względem IEC 62619


Ważne!
Mit transportowy (UN 38.3): Bardzo wielu początkujących importerów uważa, że certyfikat UN 38.3 załatwia sprawę bezpieczeństwa. To błąd. UN 38.3 gwarantuje jedynie, że bateria nie zapali się w ładowni samolotu czy na statku z powodu różnicy ciśnień lub wibracji. Nie mówi absolutnie nic o tym, jak bateria zachowa się podczas lat intensywnej pracy w magazynie energii podłączonym do inwertera. Bateria przemysłowa potrzebuje UN 38.3, aby do Ciebie dojechać, oraz IEC 62619, abyś mógł ją bezpiecznie użytkować.
Norma amerykańska a europejska (UL 1973 vs IEC 62619): Jeśli planujesz eksport swojego magazynu energii do Stanów Zjednoczonych, tamtejszy nadzór budowlany i straż pożarna poproszą Cię o certyfikat UL 1973 (oraz często powiązany test pożarowy UL 9540A). Jeśli sprzedajesz w Europie lub Azji, standardem jest IEC 62619. Ze względu na to, że testy w obu normach w dużej mierze się pokrywają, poważni producenci ogniw często certyfikują swoje produkty podwójnie podczas jednej sesji w laboratorium, aby mieć otwarte drzwi na cały świat.
Jak IEC 62619 otwiera drogę do znaku CE i europejskich dyrektyw?
Samo spełnienie normy to jedno, ale dla producentów, importerów i integratorów systemów liczy się przede wszystkim to, czy produkt można legalnie wprowadzić do obrotu. W Unii Europejskiej przepustką na rynek jest znak CE.
Warto tu sprostować częste nieporozumienie. Normy same w sobie (teoretycznie) nie są obowiązkowe, obowiązkowe jest prawo (dyrektywy i rozporządzenia). Jednakże prawo mówi ogólnikowo, że produkt "musi być bezpieczny". Jak udowodnić urzędnikom lub nadzorowi rynku, że nasz dwutonowy magazyn energii jest bezpieczny? Właśnie poprzez spełnienie rygorystycznej normy, takiej jak IEC 62619. Zapewnia to tzw. domniemanie zgodności z kluczowymi dyrektywami.
Oto z jakimi regulacjami prawnymi norma ta jest nierozerwalnie związana:
1. Znakowanie CE i Dyrektywa Niskonapięciowa (LVD – 2014/35/UE)
W przypadku stacjonarnych magazynów energii (ESS) oraz dużych systemów zasilania awaryjnego (UPS), które są podłączone do sieci elektroenergetycznej, głównym aktem prawnym określającym bezpieczeństwo elektryczne jest Dyrektywa Niskonapięciowa (LVD). Aby legalnie nałożyć znak CE na taki system i wystawić Deklarację Zgodności (DoC), producent musi udowodnić, że wyeliminował ryzyko porażenia prądem, pożaru i uszkodzeń termicznych. Raport z testów (Test Report) i certyfikat IEC 62619 dla zastosowanych baterii stanowi absolutny fundament do spełnienia wymogów tej dyrektywy.
2. Dyrektywa Maszynowa (2006/42/WE) / Nowe Rozporządzenie Maszynowe
Jeśli zasilamy aplikacje mobilne, takie jak zautomatyzowane wózki widłowe, platformy AGV czy roboty pracujące w fabrykach, wkraczamy w obszar prawa o maszynach. Bateria przemysłowa jest traktowana jako kluczowy komponent maszyny. Zgodnie z tymi przepisami, ewentualna awaria zasilania (np. nagłe odcięcie prądu przez BMS) nie może stwarzać zagrożenia dla ludzi (np. upuszczenia ładunku przez wózek). Certyfikacja IEC 62619, która kładzie ogromny nacisk na bezpieczeństwo funkcjonalne i niezawodność układu zarządzania baterią, daje konstruktorom maszyn pewność, że ich sprzęt przejdzie audyt i będzie zgodny z prawem UE.
3. Nowe Rozporządzenie Bateryjne UE (EU Battery Regulation 2023/1542)
To absolutna rewolucja prawna, która weszła w życie i stopniowo nakłada na branżę nowe obowiązki. Nowe rozporządzenie unijne bardzo precyzyjnie dzieli baterie na kategorie, wyodrębniając m.in. baterie przemysłowe (Industrial batteries) oraz stacjonarne systemy magazynowania energii (Stationary battery energy storage systems).
Rozporządzenie to wprowadza rygorystyczne, twarde wymogi bezpieczeństwa (wymienione w Załączniku V do rozporządzenia) dla stacjonarnych magazynów energii. Prawo unijne wprost wymaga dowodów na to, że systemy te są bezpieczne w czasie normalnego użytkowania, jak i w warunkach przewidywalnych nadużyć. Testy zdefiniowane w normie IEC 62619 (w tym krytyczny test propagacji ucieczki termicznej) są obecnie najlepszym i najbardziej uznanym rynkowo narzędziem, aby sprostać literze tego nowego, potężnego aktu prawnego.
Brak certyfikacji IEC 62619 dla baterii przemysłowej to gigantyczne ryzyko. W przypadku kontroli nadzoru rynku, pożaru czy wypadku w miejscu pracy, producent lub importer pozbawiony tego certyfikatu nie ma żadnych twardych dowodów na to, że dopełnił należytej staranności (due diligence) przy wprowadzaniu sprzętu na rynek europejski.
Zaprojektowanie, wyprodukowanie lub sprowadzenie na rynek wielkoskalowego magazynu energii ESS czy przemysłowej baterii trakcyjnej to ogromne przedsięwzięcie inżynieryjne i biznesowe. Jak pokazaliśmy w tym artykule, w dobie transformacji energetycznej i rosnącej roli infrastruktury krytycznej, nie ma tu miejsca na eksperymenty z bezpieczeństwem.
Norma IEC 62619 to coś więcej niż tylko kolejny certyfikat do kolekcji. To:
Technologiczny dowód dojrzałości produktu: Potwierdzenie, że Twój system zarządzania baterią BMS jest w stanie przewidzieć awarię i jej zapobiec, a w ostateczności powstrzymać katastrofalną ucieczkę termiczną (testy propagacji).
Fundament prawny: Niezbędny element dokumentacji technicznej pozwalający na legalne nadanie znaku CE i spełnienie rygorystycznych wymogów Nowego Rozporządzenia Bateryjnego UE, Dyrektywy Niskonapięciowej czy Maszynowej.
Karta przetargowa w biznesie: Argument dla inwestorów, ubezpieczycieli instalacji i straży pożarnej, udowadniający, że Twój produkt nie spali ich inwestycji.
Oparcie się na nieodpowiednich normach (jak konsumencka IEC 62133) lub zadowolenie się wyłącznie certyfikatem transportowym (UN 38.3) to błąd, który może kosztować firmę miliony złotych, zablokowanie towaru na granicy lub potężny kryzys wizerunkowy w przypadku pożaru.
Projektujesz magazyn energii? Importujesz baterie przemysłowe? Nie ryzykuj.
Zrozumienie zawiłości norm i przygotowanie baterii do testów laboratoryjnych to proces, który wymaga specjalistycznej wiedzy. Nie musisz jednak przechodzić przez to sam.
Eksperci portalu certyfikacjabaterii.pl są gotowi pomóc Ci na każdym etapie:
Konsultacje na etapie projektowania (R&D): Sprawdzimy Twój projekt i dobierzemy odpowiednie normy, zanim wydasz pieniądze na prototypy.
Pre-compliance (badania inżynierskie): Przeprowadzimy wstępne testy Twoich ogniw i systemów BMS, aby upewnić się, że bez problemu zdadzą finalne badania propagacji.
Kompleksowe wsparcie w certyfikacji: Przeprowadzimy Cię przez cały proces, od weryfikacji dokumentacji, przez badania w laboratorium, aż po uzyskanie certyfikatu IEC 62619 i legalne wystawienie Deklaracji Zgodności CE.
Masz pytania dotyczące certyfikacji swojego produktu? Skontaktuj się z nami już dziś, zabezpiecz swój biznes i zapewnij swoim klientom sprawdzoną, bezkompromisową jakość.
